PODZIEL SIĘ

To pierwszy test długodystansowy na Motoday.pl, więc stwierdziłem, że dobrą okazją będzie, aby połączyć pewne wspomnienia z niezwykłej podróży wraz z tym jak spisało się w roli pojazdu i zarazem hotelu, Renault Megane II. Przy okazji muszę zasmucić wszystkich francuzofobów. Autko przejechało prawie 6 tys. km w trzy tygodnie i ani razu nie zawiodło 😉 Zapraszam do lektury!

Do wyprawy przygotowywaliśmy się we trójkę i muszę przyznać, że cała trasa została zaplanowana dość spontanicznie i dosłownie w ostatniej chwili. Startowaliśmy z Kalisza. Ja Karol i Tomek tylko mniej więcej wiedzieliśmy jakie miasta chcemy odwiedzić, a jedynym pewniakiem było miejsce docelowe, czyli skromny pokój w Lloret de Mar w Hiszpanii na Costa Brava, który zarezerwowaliśmy online. Poniżej tego akapitu trasa, którą przebyliśmy jadąc do hiszpańskiego kurortu. Cała trasa przebiegała jednak nieco inaczej – do tej pory nie wiemy chociażby jak to się stało, że przez ponad pięć godzin jeździliśmy po alpejskich szczytach w Austrii nie wiedząc jak z nich zjechać (z Garminem policzymy się przy okazji). Summa summarum przebyliśmy prawie 6 tys. km w dwie strony, a autko musiało więc być do takich wojaży dobrze przygotowane.

Wyprawa na południe. Wystartowaliśmy z Kalisza, a następnie odwiedziliśmy: Pragę, Innsbruck, jezioro Garda, Mediolan, Genovę, San Remo, Monako, Niceę, St. Tropez, Lloret De Mar i Barcelonę. Droga powrotna wiodła z kolei bardziej na północ. Trochę byliśmy zmęczeni, a każdy z nas chciał już się wyspać w wygodnym łóżku, a nie na siedzeniu samochodu.

Historia pewnej Reni

Testowane Renault Megane II kupiłem w kwietniu 2010 roku od handlarza samochodami. Jednak ze względu na to, że auto wybiera się przede wszystkim oczami, to nie mogłem oprzeć się pokusie. Wyłożyłem więc 19 tys. zł na stół i niech dzieje się wola niebios. Przy okazji dodam, że ów egzemplarz wybrała spośród licznych ofert na Allegro moja dziewczyna. ?Ma panoramiczny dach, ładne aluminiowe felgi? ? mówiła w tamtym czasie. Uległem namową, choć sam przyznaję, że skłaniałem się właśnie ku ?francuzowi? i nie żałuję tej decyzji. Dlaczego? Włoskich doświadczeń nie miałem zbyt dobrych, a w rodzinie dominują Volkswageny, Volvo i Mercedesy, więc stwierdziłem, że mała odmiana się przyda.

Dało radę. Testowane Renult Megane II. Tutaj na 15-calowych felgach, które w polskich warunkach zdecydowanie lepiej się sprawdzają niż na tych, które były wcześniej, czyli 17.

Moje Renault Megane II zjechało z taśmy produkcyjnej w 2004 roku, a pod jego maską drzemie 112-konny silnik 1.6 16V. Całkiem nieźle spisuje się na krótkich dystansach i żwawo można nim przyśpieszać, ale mocniejsze wciśnięcie w fotel czuje się dopiero od około 2 tys. obrotów. Poza tym motor 1.6 wydaje się być nieco kiepskim rozwiązaniem na dalekie trasy po chociażby niemieckich autostradach, gdzie prędkość 130KM/h jest normą. Wtedy słychać już hałas a i spalanie przekracza przyzwoitą dla mnie normę (więcej o tym na końcu testu).

Zapraszamy do serwisu

Sam silnik okazał się jednak prawie bezawaryjny. Dlaczego prawie? Otóż już w momencie wyjazdu (po około 30 km) zapaliła się kontrolka Service i znaczek silnika. Dodam, że rozrząd był wymieniany więc akurat w tym nie tkwił problem. Wraz z moją dzielną brygadą nie mieliśmy jednak wyboru. Postanowiliśmy zaryzykować i wyruszyliśmy w trasę mimo ostrzeżeń komputera.

W trakcie całej podróży raz lampka gasła, raz się znowu zapalała i tak w kółko. Po powrocie postanowiłem sam poszukać źródła problemu i dzięki forum Megane odkryłem, że jest nim czujnik wałka rozrządu (zdjęcie winowajcy po prawej), który znajduje się pod jedną z cewek zapłonowych. Kupiłem go za niecałe 200 zł i sam wymieniłem (naprawdę bardzo prosta sprawa bez posiadania własnego warsztatu, kluczy itp.). Musiałem jeszcze tylko wykasować błędy, co uczyniłem już u fachowców w jednym z wrocławskich serwisów. Do tej pory lampka ani razu się nie zapaliła (przejechałem już ponad 5 tys. km od tamtego czasu), mniemam więc że problem został zażegnany.

Jednak przed samą podróżą, czyli niedługo po zakupie auta musiałem też wymienić koło zmiennych faz rozrządu. Objawy typowe, czyli problemy z odpalaniem i metaliczny chrobot dobiegający z silnika podczas uruchamiania go. Jak się okazuje, to bardzo częsty problem w Megane z silnikiem benzynowym 1.6. Po prostu ze względu na pewną wadę fabryczną psuje się ono zanim autko osiągnie przebieg 100 tys. km. W moim przypadku miało 98 tys., więc można powiedzieć, że właściciel wybrał idealny moment na sprzedaż. Koszt koła (w skrócie KZFR) to około 700 zł. Pocieszające jest to, że te produkowane obecnie są już dużo trwalsze. Więcej problemów z silnikiem nie było, ja po prostu trafiłem na typowe usterki tego modelu. Przed zakupem takiego używanego samochodu warto więc dopytać się dokładnie poprzedniego właściciela, czy którąś z tych naprawach już przeprowadzał. Jeśli nie, to należy liczyć się z dość sporym wydatkiem.

Hotel z widokiem na niebo

Jednego, czego nie można odmówić Megane II to wyposażenie. Na pokładzie znajduje się praktycznie wszystko, co dusza zapragnie. Pełna elektryka, panoramiczny dach, tempomat, automatyczna klimatyzacja wraz ze schowkiem chłodzącym (świetna rzecz na upalne dni, butelka zimnej wody wyjęta podczas podróży potrafi być zbawienna), sterowanie radiem z kierownicy, zestaw audio Cabasse, to naprawdę miłe dodatki. Do tak zwanej ?full opcji? brakuje jedynie skórzanej tapicerki, podgrzewanych foteli i nawigacji. Te dwie pierwsze rzeczy nie przydałyby się nam jednak podczas podróży na słoneczne Costa Brava, a nawigację mieliśmy oddzielną. Z tego wszystkiego, za co postanowił dopłacić poprzedni właściciel auta kupując je w salonie, bardzo zadowolony jestem z panoramicznego dachu. Efekt naprawdę niesamowity zwłaszcza, kiedy przy powolnym przejeździe przez Lazurowe Wybrzeże wiatr szturmem wdzierał się do kabiny i bezskutecznie starał się rozwiać usztywnione od żelu włosy. Za wyposażenie należy się więc plus.

Na pokładzie brakuje tylko prywatnej masażystki. W Megane II znalazło się sporo rzeczy w ramach wyposażenia. Oprócz pełnej elektryki, tempomatu, były także parówki, koc, kefir i kilka innych niezbędnych rzeczy…

Nieco gorzej wypada jednak spasowanie elementów deski rozdzielczej. Tutaj w Renault z przebiegiem ponad 100 tys. zdarzają się skrzypnięcia, a ostatnio także dobiegają one z tyłu auta. O ile na równej nawierzchni nic nie słychać, tak w momencie jazdy po polskich, dziurawych wertepach, potrafi to irytować. Przyczepić nie mogę się jednak do zawieszenia. Te pracuje bowiem bardzo dobrze, choć jest sztywne. Pierwotnie autko też było postawione na 17-calowych, oryginalnych felgach Renault. Ładnie się prezentowało, ale wtedy jazda po wrocławskich drogach była prawdziwą katorgą. Jeszcze przed wyjazdem do Hiszpanii zostały więc one wymienione na 15 z oponami Bridgestone 195/65/15.

Trójka hardcorów

Renault Megane II  w wersji hatchback ma bagażnik o pojemności 330 litrów. Jak się okazuje, to jednak trochę mało jak dla trzech osób, które chcą się zapakować na trzytygodniową podróż. Wiele naszych rzeczy znalazło się więc na półce bagażnika oraz tylnym fotelu i pod nogami pasażera. Przez to w drugim rzędzie siedzeń nie było zbyt wiele miejsca. Wspólnie musieliśmy więc przyjąć pewien system i równo dzielić się wygodą. Otóż obok kierowcy siedział zawsze ten, który miał kierować następny, aby wcześniej trochę sobie wypocząć na komfortowym miejscu. Spory błąd zrobiliśmy niestety już w momencie pakowania naszych rzeczy. Kupiliśmy bowiem całą walizkę (tak walizkę) zupek chińskich i różnych innych tego typu ?przysmaków?. Jak się potem okazało, zjedliśmy może 1/5 jej zawartości. Dziwnym sposobem nikt z nas nie chciał też po powrocie zabrać ich do domu?

Kufer poległ. Niestety miejsca w bagażniku zbyt mało, aby zabrać wszystko co niezbędne dla trójki podróżników. Część rzeczy wyciekła na siedzenie pasażera.

Ocena końcowa

Zastanawiając się więc nad tym jak miałbym ocenić Renault Megane II, to stwierdzam, że w skali od 1 do 10 zasługuje na ocenę 7. Na dłuższą trasę silnik 1.6 jest mało ekonomiczny. Średnie spalanie przy prędkości 120-130KM/h wyszło około 9l/100km. To sporo, a właśnie taka prędkość jest odpowiednia na zachodnich autostradach. Dopiero schodząc do około 100-110 spalanie znacznie spada do mniej więcej 6.5l/100km i przy takiej prędkości jedzie się komfortowo. Sporo zastrzeżeń mam też do wykończenia wnętrza i dwóch drobnych usterek związanych KZFR oraz czujnikiem elektrycznym rozrządu (są dwa różne o podobnej nazwie).

Pozytywnie wypada jednak stosunek jakości do ceny. Dzisiaj używane auto tego typu można kupić w dobrym stanie za około 16-17 tys. zł. Ma ono wtedy naprawdę dobre wyposażenie, którego próżno szukać w Golfie, czy innych autach tego samego segmentu. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie także komfortowe siedzenia. Miękkie i idealnie wyprofilowane. Dzięki nim podczas podróży nie czuć było zmęczenia, a wiele aut którymi wcześniej jeździłem może jedynie ich pozazdrościć.

Podczas samej podróż nic się z autem nie działo. Te dwie usterki o których wspomniałem zostały wykryte wcześniej, przed samym startem na Costa Brava. Po wymianie od tego czasu eksploatacja ?francuza? to czysta przyjemność. Lać benzynę i jechać w dalekie trasy, jednak z tym silnikiem powoli i oby tylko nie na polskich drogach.

Ocena: 7/10

Na koniec mała niespodzianka. Krótki filmik zmontowany przez kolegę z hotelu ? siedzenia obok, czyli Tomka. ?Gdy auto staje się domem? – mam nadzieję, że odda trochę klimatu z naszej wspólnej wycieczki i testu, który powstał przy okazji 😉

[youtube]http://youtu.be/WJnQt9Yyx7M[/youtube]

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułJakie wyposażenie wybierają Polacy?
Następny artykułTak powstaje Juke na sterydach
Robert Ocetkiewicz
Od wielu lat pasjonat motoryzacji. Pomysł na stworzenie serwisu o tej tematyce zrodził się w jego głowie już dawno, ale dopiero w 2011 roku znalazł czas, aby się temu poświęcić. Data 4 sierpnia została więc u niego zapisana w kalendarzu jako początek czegoś nowego i przygody, która ma nadzieję zaowocuje dobrymi tekstami i sporym gronem wiernych czytelników.