PODZIEL SIĘ

MotoDay.pl rozmawia ze współwłaścicielem i prezesem spółki Caliope – Marcinem Ostrowskim (na zdjęciu), który odpowiada za serwis MotoRaporter.pl.

Za jego pomocą można zlecić sprawdzenie przez specjalistę dowolnego auta z ogłoszenia w całej Polsce i to nie wychodząc z domu. Po kilku dniach klient dostaje szczegółowy raport o stanie technicznym samochodu i opinię, czy warto go kupić. Postanowiliśmy przepytać twórcę serwisu, jaką gwarancję na rzetelność samego raportu ma kupujący, co najczęściej ukrywają handlarze i jak reagują na konfrontację ze specjalistą.

Robert Ocetkiewicz: Polacy przez ostatnie lata, kiedy mamy do czynienia z ogromnym zalewem powypadkowych aut z zagranicy, są bardzo ostrożni podczas zakupu używanego samochodu. Jaką więc mają pewność, że w przypadku MotoRaportera analiza jest wykonana rzetelnie? Skąd pewność, że nie dostajemy raportu, który został przygotowany w porozumieniu ze sprzedającym? W końcu kupujący siedzi najczęściej kilkaset kilometrów od miejsca, gdzie można zobaczyć auto i musi polegać na opinii kogoś, kogo nie zna.

Marcin Ostrowski: MotoRaporter minimalizuje ryzyko dwojako. Po pierwsze nasi eksperci mają w umowach bardzo wysokie kary za wszelkie działania niezgodne z etyką. Takie zapisy możemy uznać za działania profilaktyczne. Z drugiej strony wdrożyliśmy program tajemniczego klienta. Podstawiony właściciel samochodu proponuje naszym ekspertom łapówki. Dotychczas wszyscy nasi współpracownicy zgłosili takie zachowanie do centrali. Poza powyższym, każdy raport jest sprawdzany przez naszego pracownika w biurze. Nam nie opłaca się po prostu być nierzetelną firmą, niezadowolony klient ma w dobie nowych technologii ogromną siłę rażenia i może skutecznie zabić każdy biznes.

Wyobraźmy sobie jednak taką sytuację. Dostajemy raport w którym okazuje się, że auto jest sprawne, bezwypadkowe, nie ma wad fabrycznych i tak dalej. Jak to mówią handlarze stan igła. Co jeśli zdecydujemy się na podstawie takiego raportu dokonać zakupu, a potem okaże się po kilku tygodniach, że jednak stan faktyczny jest inny? Czy MotoRaporter bierze odpowiedzialność za taką transakcję, a my jako klient możemy ją unieważnić?

[quote_left]”Zdarzyło się, że handlarz przerwał oglądanie w połowie, wyzwał eksperta od najgorszych, wsiadł do auta i odjechał”[/quote_left]MotoRaporter nie bierze odpowiedzialności za transakcję, bo klient sam podejmuje decyzje o zakupie. Bierzemy natomiast pełną odpowiedzialność za ewentualne niedociągnięcia samego raportu, gdyby takie się zdarzyły. Klient ma wtedy pełne prawo zgłaszać reklamacje, oraz dokonywać wszelkich działań, które umożliwia mu prawo konsumenckie. Odnosząc się do Pańskiego przykładu, czyli auta bezwypadkowego, bez wad fabrycznych. Stuprocentowej pewności nie może mieć nawet mechanik w autoryzowanej stacji diagnostycznej. Ważne są natomiast odpowiedzi na pytania: czy auto jest warte swojej ceny, czy stan techniczny auta jest zgodny z deklarowanym w ogłoszeniu, czy auto jest dobrze utrzymane i czy wymaga wkładu finansowego?

Dodatkowo ewentualną wypadkową historię auta weryfikujemy na kilka sposobów opisanych w naszym raporcie. To wystarczy, by w 9/10 przypadkach uzyskać tę nieco wątpliwą satysfakcję udowodnienia handlarzowi kłamstwa. W ostatniej sytuacji (ten jeden przypadek na 10) radzimy klientowi, by postawić przysłowiową kropkę nad i dokonując wizyty w ASO w dzień podpisania umowy sprzedaży.

Na waszej stronie czytamy, że eksperci, którzy oglądają auta dla klientów to praktycy z wieloletnim doświadczeniem w branży. Kto to dokładnie jest? Rzeczoznawcy, mechanicy, lakiernicy? W jaki sposób sprawdzane jest ich doświadczenie i wiedza w procesie rekrutacji do MotoRaportera?

Dokładnie te trzy grupy stanowią większość współpracujących z nami ekspertów, tworzą sieć naszych ekspertów terenowych. Ponadto niezależnie od tego, że poruszamy się w gronie praktyków i ekspertów, każdy kandydat by współpracować z MotoRaporterem musi przejść kilkuetapową procedurę rekrutacji, składającą się z rozmowy kwalifikacyjnej, testu wiedzy teoretycznej, testu praktycznego oraz szkoleń.

A na jakie najczęściej wady samochodów natrafiają specjaliści z MotoRaportera? Co starają się ukryć sprzedający, czego nie ma w ogłoszeniu?

Przede wszystkim kłamią jeśli chodzi o bezwypadkową historię auta. Właściciele tłumaczą się brakiem wiedzy o takim zdarzeniu albo semantyką słowa wypadek (kolizja to jeszcze nie wypadek itp.). Bardzo często też nasi eksperci mają wątpliwości (przeważnie uzasadnione) dotyczące prawdziwości przebiegu. Na trzecim miejscu mógłbym uplasować stwierdzenie nie wymaga wkładu finansowego.

audi przed i po

Na zdjęciu po lewej Audi A5 z 2010 roku po wypadku. Fotografia pochodząca od ubezpieczyciela. Z kolei zdjęcie po prawej pokazuje ten sam samochód w ogłoszeniu na Allegro od polskiego handlarza. Ten zapewnia, że samochód jest bezwypadkowy, co podkreśla w aukcji. Między innymi takie przypadki znajdują eksperci z MotoRaportera.

Przypomina Pan sobie najbardziej ekstremalne przypadki naciągania kupujących?

Mniej lub bardziej ekstremalnych przypadków jest całe mnóstwo ? co prawda nie prowadzimy rankingu – jeszcze! [śmiech]), nie zawsze też nasz klient życzy sobie udostępniać te informacje. Lecz kiedy mamy możliwość, umieszczamy opis sytuacji i nieuczciwego delikwenta (sprzedającego) na naszej stronie na Facebooku. Najbardziej bulwersujące są pewnie te kiedy auto, które jeszcze przed chwilą było powypadkowym złomem, ktoś próbuje sprzedaż jako bezwypadkowe i w ogóle spod igły. Na naszym profilu można znaleźć sporo przypadków i wiele się nauczyć, by kupując używane auto nie dać się oszukać.

Zdarza się na przykład, że sprzedający odmawiają sprawdzenia auta w momencie kiedy dowiadują się, że zamiast klienta przyjedzie w jego imieniu fachowiec?

Tak, to stosunkowo często. W ok. 1/3 przypadków zleceń sugerujemy klientowi, by wskazał nam inne auto do sprawdzenia, bo po rozmowie telefonicznej wiemy już, że do auta nie warto jechać. Właściciel kręci, nie zgadza się, lub nagle przypomina mu się, że auto jest zarezerwowane. Można powiedzieć że w takiej sytuacji weryfikujemy dwa auta lub więcej w cenie jednego, bo czasami wystarczy odpowiednio przepytać właściciela przez telefon.

Wiemy już, że sprzedający próbują przekupić specjalistów o czym pisaliście na swoim profilu na Facebooku. W grę wchodziło 600 zł za ukrycie wad tego auta. Często padają tego rodzaju propozycje?

W ciągu kilku miesięcy działania zdarzyło się nam to kilkunastokrotnie. Teraz takie sytuacje są sporadyczne. Właściciele wiedzą już kim jesteśmy i nie ma sensu nas próbować podchodzić. W oczach właściciela auta prawdopodobieństwo przekupienia obcego przedstawiciela ogólnopolskiej sieci jest po prostu mniejsze niż właściciela sąsiadującego z nim warsztatu.

Tutaj kolejny wspaniały przykład z waszego fanpage?a. Sprzedający nie wydzwaniają do was do firmy, żeby na przykład zdjąć obnażające ich oszustwa zdjęcia?

Póki co nie odważyli się. Jesteśmy nieugięci i na pewno nie ulegniemy presji. Obnażanie oszustw traktujemy nieco jako naszą misję. W tym zakresie lubimy się nieskromnie porównywać do dziennikarzy śledczych [śmiech].

Patrząc na tego rodzaju publikacje można się przerazić. Jaki procent ogłoszeń w sieci może dotyczyć takich perełek

W najbliższym czasie opublikujemy szczegółowe zestawienia ? zamierzamy przygotowywać cykliczne raporty podsumowujące to wszystko, co zaobserwują nasi eksperci, wykonując zlecenia klientów ? w ten sposób stworzymy coś na kształt raportu o stanie polskiego rynku używanych aut. Ale już dziś wiemy, że niestety ten problem dotyczy kilkudziesięciu procent aut.

Zobacz jak wygląda sprawdzanie auta przez MotoRaportera oraz przykładowy raport:

[youtube link=”http://www.youtube.com/watch?v=tOeF7QLdypo” width=”590″ height=”315″]

Ciekawi mnie w jaki sposób reagują sprzedający, kiedy na jaw wyjdzie, że auto było na przykład po bliskim spotkaniu z latarnią, albo kilka miesięcy wcześniej wyciągnięte z jeziora?

Taki sprzedający twierdzi, że nic nie wiedział. Często już wcześniej rezerwuje sobie alibi mówiąc, że on tylko pomaga znajomemu sprzedać auto. Zdarzyło się też, że handlarz przerwał oględziny w połowie, nie omieszkując wyzwać naszego eksperta od najgorszych wsiadł do auta i pojechał w siną dal.

Czy można mówić o markach samochodów na które trzeba zwracać szczególną uwagę? Sporo krąży na przykład opinii, że znaleźć używane i bezwypadkowe BMW to sztuka, a łatwiej chociażby o tego rodzaju zestaw w przypadku Hondy, której kierowcy uchodzą za lojalnych klientów.

Nie ma reguły w tym zakresie. Łatwo dać się nabrać na renomę właścicieli danej marki, nieuczciwi handlarze tylko na taką naiwność czekają.

A jak wypada nasz kraj w porównaniu z innymi jeśli chodzi o liczbę ogłoszeń w których sprzedający próbują naciągnąć klientów na bubel? Typowy Mirek ? handlarz, przedsiębiorca to tylko polska domena?

Zagraniczne rynki są bardziej w tym zakresie wyedukowane. Większość klientów sprawdza auta przed zakupem, również na odległość. Bo większe jest zaufanie do takich firm i większa świadomość korzyści (oszczędność czasu itp.). Dużo aut sprzedawanych jest z gwarancją. Mniej występuje ogłoszeń prywatnych, czy pochodzących od małych handlarzy, większą rolę odgrywają duże komisy i dealerzy. Wierzymy, że u nas też tak będzie za kilkanaście lat.

Co w takim razie musi się wydarzyć, aby sytuacja na rynku się zmieniła? Nowelizacja ustaw związanych ze sprzedażą?

Ustawy to jedno, ale rynek musi się przede wszystkim zmienić oddolnie. Oszuści będą istnieć tak długo, jak będą istnieć nieświadomi zagrożeń klienci. Nie widzimy obecnie na rynku spójnego silnego frontu przeciw nieuczciwości handlarzy. Dlatego tak duży nacisk w naszej komunikacji kładziemy na samą ideę sprawdzania auta. Profesjonalizacja takich usług jak nasze, ma nam dać większą siłę rażenia. Wtedy jest realna szansa na zmiany.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMaluch ma już 40 lat!
Następny artykułŚwiatowa premiera nowej Mazdy 3
Robert Ocetkiewicz
Od wielu lat pasjonat motoryzacji. Pomysł na stworzenie serwisu o tej tematyce zrodził się w jego głowie już dawno, ale dopiero w 2011 roku znalazł czas, aby się temu poświęcić. Data 4 sierpnia została więc u niego zapisana w kalendarzu jako początek czegoś nowego i przygody, która ma nadzieję zaowocuje dobrymi tekstami i sporym gronem wiernych czytelników.