PODZIEL SIĘ

W końcu udało się naszemu rządowi poprawić choć jedną rzecz w przepisach, która ułatwi życie kierowcom. Ja jestem za.

Od sierpnia każdy, kto posiada prawo jazdy kategorii B, może jeździć motocyklem, którego silnik nie ma więcej niż 125 cm3 pojemności. W momencie, kiedy zmianę tę przegłosował prezydent, podniosło się larum ze strony środowiska instruktorów nauki jazdy oraz rzecz jasna WORD-ów. Im się akurat nie dziwię, instruktorzy stracą klientów, a WORD-y kolejnych śmiałków, którzy mieliby się zmierzyć z groźnym panem egzaminatorem. Oczywiście jedna jak i druga grupa argumentuje swoje niezadowolenie kwestiami bezpieczeństwa. Przecież jazda motocyklem to nie to samo co samochodem? Tylko czy o bezpieczeństwo chodzi? Moim zdaniem część tych ludzi ma to w nosie, czy połamię sobie nogi i ręce podczas upadku z motocykla. Chodzi o kasę, której będą mieli mniej. Czy dużo mniej, to się okaże zapewne po minimum pół roku, kiedy wszyscy zaczną liczyć straty.

Ja jednak jestem zadowolony z tego pomysłu. Po pierwsze nie uważam, że jazda motocyklem, który ma pojemność 125 cm3, była umiejętnością nie do opanowania. A przynajmniej wymagała wielu godzin treningów i praktyk. Sam zaczynałem właśnie od takiego i tak naprawdę poradzenie sobie z maszyną zajęło mi około 30 minut. Nie mówiąc już o egzaminie w ruchu drogowym czy na placu. Sądzę, że osoba, która ma minimum 3 lata prawo jazdy, dobrze wie kiedy może ruszyć ze skrzyżowania, jak włączyć się do ruchu, czy też co oznacza znak STOP. Po co jeszcze raz wałkować to samo i brać udział w stresującym egzaminie? Oczywiście, zaraz podniosą się głosy, że warto jednak przećwiczyć, a nie od razu na żywioł jechać za pierwszym razem w centrum miasta. Owszem, z tym się zgadzam, ale to jest już kwestia zdrowego rozsądku i tego jak sami podchodzimy do własnego bezpieczeństwa. Próby na placu, czy to wieczorem przed marketem, czy nawet własnym domem są jak najbardziej wskazane. Nie da się jednak ukryć, że wypadki się zdarzają, ale czy się przewrócimy na małym motocyklu, czy też rowerze, nie ma znaczenia. Moim zdaniem prawdopodobieństwo wypadku jest niemal takie same.

Co innego jeśli chcemy zacząć przygodę z motocyklem, który ma 700 czy 800 cm3 pojemności. To już inna bajka i nie ma co porównywać go do 125. Maszyna wtedy jest dużo cięższa, trudniej się nią manewruje, a przede wszystkim ma porządnego kopa. Tutaj egzamin praktyczny jest moim zdaniem jak najbardziej na miejscu.

Kto na zmianach skorzysta?

Nowe przepisy to świetna alternatywa dla osób, które muszą dojeżdżać do pracy i długo stoją w korkach. Małym motocyklem jest dużo łatwiej ominąć zawalone autami pasy, nie mówiąc już o parkowaniu w centrum miasta. Przy okazji zaoszczędzić też można na benzynie. Dzięki zmianom skorzystają też producenci motocykli. Już teraz na stronach Yamahy, Hondy, Kawasaki, Junaka, czy Rometu można zobaczyć sporo interesujących propozycji i wyeksponowanych dużych reklam małych motocykli. Wybierać można od ścigaczy, po imitacje cruiserów. Branża motoryzacyjna dostaje więc szansę na lekkie wzrosty sprzedaży. A kto wie, czy zajawiony jazdą 125, nie zrobi prawa jazdy kategorii A i przesiądzie się na coś większego?

Jednak najważniejsza dla mnie będzie jeszcze jedna zmiana. Im więcej kierowców przesiądzie się z auta na motocykl, tym więcej miejsca na drodze pozostanie dla mnie – użytkownika wygodnej jazdy w samochodzie.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNowa Mazda MX-5 w końcu pokazana
Następny artykułInfiniti Q80 – japońska inspiracja na czterodrzwiowe coupe
Robert Ocetkiewicz
Od wielu lat pasjonat motoryzacji. Pomysł na stworzenie serwisu o tej tematyce zrodził się w jego głowie już dawno, ale dopiero w 2011 roku znalazł czas, aby się temu poświęcić. Data 4 sierpnia została więc u niego zapisana w kalendarzu jako początek czegoś nowego i przygody, która ma nadzieję zaowocuje dobrymi tekstami i sporym gronem wiernych czytelników.
  • p

    Nawiązując do tytułu: Kto nie rozumie?