PODZIEL SIĘ
dym
dym

Ostatnio stojąc w korku poczułem się, jakby ktoś puścił mi bąka w twarz.

Mieszkańcy dużych miast nie mają łatwo, zwłaszcza jeśli należą do zmotoryzowanej braci, która coraz częściej tępiona jest przez lokalną władzę i jak się okazuje, także przez innych użytkowników dróg. Oprócz idiotycznych pomysłów na buspasy, stref płatnego parkowania wielkości województwa, w ostatnim czasie na moją listę problemów trafili ludzie w starych śmierdzących autach. Wiem wiem, nie każdego stać na lśniącą Skodę Octavię z salonu, ale tak samo jak na co dzień wypada zmieniać gacie, tak od czasu do czasu warto też zadbać o swój samochód. To się opłaci nam wszystkim.

Wracając kilka dni temu z pracy do domu, tradycyjnie utknąłem w korku na alei Armii Krajowej we Wrocławiu. Do redakcji nie mam daleko, bo około 7 km, ale odcinek ten w godzinach szczytu pokonuję czasami nawet w 40 minut. W piątek, kiedy studenci przypominają sobie o rodzinie, powrót trwa nawet godzinę. Jazda w korku do przyjemnych nie należy, więc jako kulturalny niczym Donald Trump kierowca, staram się nie uprzykrzać nikomu życia. Wpuszczam więc posiadacza Omegi kombi przed siebie, który usilnie próbuje wyjechać ze stacji benzynowej. Dumny z kolejnego dobrego uczynku, nie wiedziałem że właściciel Opla jest mordercą!

Po paru chwilach poczułem niebywały smród, który wydobywał się z rury pojazdu, pamiętającego czasy gumy Turbo, pieriestrojki w ZSRR i pandemii AIDS. Dawno nie czułem się tak bezradny. Przede mną kilkaset metrów drogi, gdzie nie ma możliwości ucieczki. Porzucić pojazd i ratować życie? Miałem przez chwilę takie myśli. Stwierdziłem jednak, że będę waleczny niczym babcia w kolejce do lekarza. Wstrzymałem oddech, ale to na długo nie pomogło, bowiem już po chwili przybrałem kolor chińskiej flagi. Dramat ten trwał przez kilkanaście minut, dopóki Omega nie skręciła w boczną uliczkę. Po powrocie do domu jeszcze długo czułem gryzące spaliny w płucach i przeklinałem dzień w którym idiota stał się posiadaczem Opla. W kategorii ludzi, których próbuję unikać, po tym wydarzeniu kierowców Omegi stawiam niżej od śmierdzącego żula jeżdżącego w kółko autobusem. Dlaczego?

Kierowca w porównaniu do żula ma pieniądze na to, aby utrzymać auto, leje do niego paliwo i kupuje hot-dogi na stacji. Więc dlaczego nie może raz na jakiś czas zadbać o pojazd, odwiedzić mechanika i naprawić to i owo? A na pewno z Oplem dobrze się nie dzieje, bowiem niebieski dym z rury sugeruje przedostawanie się oleju do komory spalania, co dalej może grozić poważną usterką silnika. Nie mówiąc o tym, że zapewne wiele osób padło już ofiarą Omegi w trakcie stania w korku.

Apeluję więc do wszystkich posiadaczy aut, aby zatroszczyli się o swoje pojazdy i zatruwania powietrza nie kojarzyli wyłącznie z puszczeniem bąka w towarzystwie. Trochę powagi i odpowiedzialności!

ŹRÓDŁOMotoDay
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPeugeot 3008 – polski cennik startuje od 89 900 zł
Następny artykułNowy Volkswagen Golf po zmianach
Robert Ocetkiewicz
Od wielu lat pasjonat motoryzacji. Pomysł na stworzenie serwisu o tej tematyce zrodził się w jego głowie już dawno, ale dopiero w 2011 roku znalazł czas, aby się temu poświęcić. Data 4 sierpnia została więc u niego zapisana w kalendarzu jako początek czegoś nowego i przygody, która ma nadzieję zaowocuje dobrymi tekstami i sporym gronem wiernych czytelników.